Lekarze - rezydenci chcą zaostrzyć protest. Zapowiadają pikiety w całym kraju, także w Rzeszowie. Nie wykluczają też masowego rezygnowania z pełnienia szpitalnych dyżurów. Dziś o sytuacji debatowano w Sejmie. Minister zdrowia po raz kolejny zaapelował o rozsądny dialog, a przedstawiciele Porozumienia Rezydentów powtórzyli, że najważniejsze jest zwiększenie finansowania całej służby zdrowia.

Marcin Polak robi specjalizację z otolaryngologii. Już trzeci rok pracuje w ramach tak zwanej rezydentury w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 1 w Rzeszowie. Często po 250-300 godzin miesięcznie. Niezależnie od specjalizacyjnego etatu także na szpitalnych dyżurach. Wypełnia niezbędną dokumentację, bada, stawia diagnozy, w razie potrzeby staje przy stole operacyjnym, czy zabiegowym. Marcin Polak: "To jest tak, że rezydentami obsadza się te wszystkie luki kadrowe i bez nas po prostu nie byłoby dyżurów lekarskich. W większości jeśli pacjent spotyka się z lekarzem na dyżurze to jest rezydent." Niestety, jak przekonują młodzi lekarze, często rezydent przepracowany i sfrustrowany, bo podobnie jak w przypadku specjalistów, zasypany papierami, przytłoczony kolejkami pacjentów, czasem dyżurujący nawet 48 godzin bez przerwy.

Marcin Polak: "To nie jest taka praca jak powinna być człowiek jest przemęczony. Prawdopodobieństwo błędu jest dużo łatwiejsze, jest to bardzo obciążające, możecie powiedzieć nie chcę tyle dyżurów? Dyżury są ważne, bo uczą samodzielnego podejmowania decyzji i odpowiedzialności, ale nie w takich ilościach". Także po to, aby mieć pieniądze na kolejne kursy i szkolenia, i utrzymanie rodziny. Choć jak przekonują protestujący, podwyżka płac to tylko jeden z ich postulatów, wcale nie najważniejszy. Chcą wielu zmian, między innymi większej liczby miejsc specjalizacyjnych, które na Podkarpaciu ciągle są deficytowe. Grupa młodych lekarzy rozpoczęła głodówkę protestacyjną w Warszawie, a teraz Porozumienie Rezydentów zapowiada zaostrzenie protestu.