Kotka Shelli, która trafiła do przemyskiej lecznicy to kolejny przykład okrucieństwa wobec zwierząt. Według weterynarzy, ktoś oblał ją ropą i podpalił. Podobnych przypadków niestety wciąż jest bardzo dużo. Pomóc ma znowelizowana właśnie ustawa, która zaostrza kary za znęcanie się nad zwierzętami - z dwóch do trzech lat więzienia. Sąd może też orzec zakaz posiadania czworonogów i zasądzić nawiązkę - od tysiąca do stu tysięcy złotych.

Shelli, bo takie imię otrzymała długowłosa kotka, trafiła do przemyskiej Lecznicy dla Zwierząt "Ada". Nie wiadomo, czy jest ofiarą chuligańskiego wybryku młodzieży, czy znęcania się dorosłego. Weterynarze nie mają jednak wątpliwości, że za jej cierpieniem stoi człowiek.

Ktoś najprawdopodobniej chciał kota podpalić i oblał go cieczą łatwopalną, prawdopodobnie olejem napędowym. Żeby usunąć maź i zająć się poparzoną skórą, lekarze musieli ogolić kotkę. Niestety, nie udało się uratować jednego oka. Shelli, pod opieką weterynarzy, powoli dochodzi do siebie.

Niestety, mimo apeli i walki o prawa zwierząt, takich przypadków wciąż jest zbyt wiele. Do schronisk, przytulisk i lecznic trafiają okaleczone przez właścicieli, porzucone i ranne po wypadkach zwierzęta. W walce o prawa czworonogów ma pomóc przyjęta w styczniu przez Sejm ustawa, która zaostrza kary za znęcanie się nad zwierzętami. Sprawca będzie mógł trafić do więzienia na trzy lata, a jeśli działał ze szczególnym okrucieństwem, nawet na pięć.

Zdaniem obrońców zwierząt, samo podwyższenie kar może nie wystarczyć. Wyroki, w których sprawca zostaje skazany na bezwzględne więzienie wciąż należą do rzadkości. Choć zdarzają się wyjątki. Tylko w rzeszowskim schronisku "Kundelek" na nowy dom czeka ponad 160 psów. Za nowymi właścicielami powoli rozgląda się też Shellii.